Opowieść
moją zacznę od tego, że urodziłem i wychowałem się w Milanówku koło
Warszawy. Jako chłopiec lubiłem czytać książki i pochłaniałem je w
wielkich ilościach. W ciągu tylko jednego roku przeczytałem ich tyle,
że niektórzy ludzie pewnie nie przeczytali takiej ich liczby w ciągu
całego swego życia. Moje poznanie świata pochodziło z literatury.
Czytałem książki z różnych dziedzin i to spowodowało, że po pewnym
czasie stwierdziłem, że nie ma Boga. Moim bogiem stały się ,,zielone”
(dolary) i ,,Marsjanie”. Postanowiłem zostać bogatym człowiekiem, i aby
to osiągnąć, już w wieku około 14 lat zdecydowałem, że jak tylko
dorosnę, wyemigruję z kraju. W tamtych czasach (lata komunizmu) młody
mężczyzna nie mógł wyjechać z kraju, jeśli nie odbył służby wojskowej.
Dlatego też, kiedy miałem 19 lat, przerwałem naukę, aby pójść do wojska
i mieć to już za sobą. Odsłużyłem swoje 2 lata w 6 Pomorskiej Dywizji
Powietrzno-Desantowej w Krakowie. I kiedy patrzę wstecz, widzę, że Bóg
miał mnie w swojej opiece, pomimo, że się Go wyparłem. Miałem w swoim
życiu trzy sytuacje, z których nie powinienem wyjść z życiem, a jednak
Bóg mnie nie opuścił, więc nie tylko wyszedłem cało, ale nawet nie
miałem na ciele żadnego zadrapania. Pierwsza taka sytuacja miała
miejsce podczas skoków spadochronowych. Śmierć groziła wtedy nie tylko
mnie, lecz równiez mojemu koledze, z którym wykonywałem ten skok.
Drugie wydarzenie to wypadek samochodowy na Mazurach, kiedy to samochód
koziołkował i w końcu spadł w dół, gdyż jechałem drogą położoną wyżej.
Trzecie zagrożenie dla mojego życia stanowił napad, jakiego dokonało na
mnie trzech uzbrojonych młodych Murzynów w New Jersey. Dlatego
przypomina mi się Psalm 91, a szczególnie wersety 11-12 (,,Albowiem
aniołom swoim polecił, aby cię strzegli na wszystkich drogach twoich.
Na rękach nosić cię będą, byś nie uraził o kamień nogi swojej
”).
ZROBIĆ pieniądze
Chcę oddać chwałę Bogu za Jego miłość do mnie, pomimo, że
byłem Jego wrogiem. My ludzie bywamy ciekawymi okazami:
wierzymy w siebie, w różne demony i duchy, a tak ciężko jest
nam uwierzyć w Boga. Tak właśnie było ze mną. Zajmowałem się
jogą, wróżbiarstwem oraz wywoływaniem duchów, ale w Boga nie
wierzyłem. Kiedy wyjechałem do USA, jak prawie każdy
emigrant, musiałem pracować za najniższą legalną stawkę, jaka
wówczas obowiązywała (3,80 dolara na godzinę). Nie było to
dużo. Rozmyślając nad przyszłością stwierdziłem, że takie
zarobki do milionów mi dojść nie pozwolą. Zacząłem się więc
zastanawiać, jaka może być inna droga zrobienia pieniędzy.
Doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie okraść bank. Tylko, że okraść bank, nie
jest rzeczą prostą. Nie miałem zamiaru dokonywać żadnych
napadów. Chciałem (jak każdy złodziej) okraść bank, ale tak,
by mnie nie złapano. Teraz
wstydzę się tych moich zamiarów, ale taka była prawda.
Miałem inny plan. Ponieważ interesowałem się religiami
Wschodu i innymi demonicznymi sprawami, postanowiłem
nauczyć się przechodzenia przez ścianę, a po osiągnięciu tej
umiejętności pójść do banku i go obrabować. Z pewnością
większości z Was wyda się to głupie i nierealne, lecz ci,
którzy mieli do czynienia z jogą, czy też z innymi religiami
Wschodu lub też z czarownictwem lub satanizmem, wiedzą, że
jest inaczej. Sądziłem, że JA sam to zrobię, a nie zdawałem
sobie sprawy, że zaczęły mi w tym pomagać demony. Codziennie
stawałem w moim mieszkaniu przed ścianą grubości około 30
cm, kładłem na niej ręce i mówiłem: ściano, przepuść mnie.
Trwało to przez jakiś czas, aż pewnego dnia, kiedy jak
zwykle stanąłem przed tą samą ścianą i położyłem na niej
ręce, poczułem, że jest jakoś inaczej. Kiedy powiedziałem:
,,ściano, przepuść mnie”, poczułem, że ściana staje
się miękka i że mogę przez nią przejść. Lecz Bóg (teraz
wiem, że to był On) nade mną czuwał, bo kiedy miałem już
zrobić krok w tym kierunku, przyszła mi do głowy myśl: A co
będzie jak utkwisz w tej ścianie? Ta myśl mnie wystraszyła i
zrezygnowałem z całego tego przedsięwzięcia. Zdecydowałem, że poszukam innego sposobu „zrobienia” pieniędzy.
OSTATNIA religijna modlitwa
Jest napisane w Słowie Bożym, że „zostaliśmy wybrani
jeszcze przed założeniem świata”
i widzę w moim życiu, iż Bóg rzeczywiście mnie wybrał oraz mnie
prowadził i nadal prowadzi w swojej cierpliwości i miłości przez całe
moje życie. NIECH MU BĘDZIE ZA TO CHWAŁA!!! Jestem może jedynym (a na
pewno jednym z nielicznych) z ludzi, którzy uwierzyli i wrócili do Boga
dlatego, że Bóg nie wysłuchał ich modlitwy. I dziękuję Mu za to. Musisz
mi wybaczyć drogi czytelniku, ale nie chcę o tym pisać, gdyż jest to
sprawa bardzo osobista, pomiędzy Bogiem i mną. Nadszedł jednak dzięki
temu dzień, w którym uwierzyłem, że Bóg jest, a skoro uwierzyłem, że
Bóg istnieje, postanowiłem wrócić do religii, w której zostałem
wychowany. Zostałem znów katolikiem. Po półtora roku pobytu w USA
pojechałem na wakacje do Australii. Tam poznałem moją żonę Krystynę.
Ponieważ cała rodzina Krysi żyje w Australii (Krysia się tam urodziła),
a cała moja rodzina żyła w Polsce, postanowiliśmy, że będziemy mieszkać
w Australii. Pomimo, że uwierzyłem w Boga i byłem praktykującym
katolikiem, jednak nadal zajmowałem się wywoływaniem duchów i wróżeniem
z kart, a także z dłoni. Nadal nie znałem Bożego Słowa. Ale Bóg mnie
znał i prowadził. Moja praca w Australii to najpierw łopata i kilof,
później zacząłem pracować w fabryce samochodów Mitsubishi. Tam mogłem
przyjść ubrany jak do biura, nie zabrudzić się, jak również rozmawiać z
ludźmi, którzy ze mną pracowali, a pracowali tam ludzie różnych wyznań.
Między innymi byli wśród nich adwentyści, którzy ostro atakowali Kościół katolicki.
To oczywiście mi się nie podobało. Pomimo, że sprzeciwiałem
się temu, co mówił mój przeciwnik w dyskusji i
„broniłem" mój Kościół jak umiałem, ale nie
mogłem za dużo dyskutować, gdyż on powoływał się na
wersety z Pisma Świętego, którego ja nie znałem. Dlatego
postanowiłem przeczytać Pismo. Nie zajęło mi to zbyt dużo
czasu, ponieważ (dzięki przeczytaniu wielu książek)
wyrobiłem sobie umiejętność szybkiego czytania. Zaraz po
tym jak przeczytałem Biblię po raz pierwszy, poczułem
wielką miłość do Boga i do narodu żydowskiego (zacząłem
się o nich modlić i prosić Boga o błogosławieństwa dla
Izraela). Chciałem też umrzeć, aby móc być już z
Bogiem, lecz On miał dla mnie inny plan. Musiałem Biblię
przeczytać jeszcze kilka razy, ponieważ moja znajomość Słowa
Bożego nie była wystarczająca do tego, by „bronić
mój Kościół”. Po drugim lub trzecim przeczytaniu
Biblii stwierdziłem, że dyskutujący ze mną absolutnie
nie mają racji, ale ja też tej racji nie mam. Prawda była
zarówno inna od tego, co mówili oni, jak również inna od
tego, czego nauczał nas Kościół katolicki. Z przerażeniem
stwierdziłem, że Kościół ten nie bał się Boga i
wyrzucił drugie przykazanie, które mówi „Nie czyń
sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie
w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie i pod
ziemią, nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im
służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem bogiem
zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego
i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą. A
okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie
miłują i przestrzegają moich przykazań" i rozdzielił
X przykazanie tak, aby tylko pasowały liczby, bo musiało
być 10, a nie 9 przykazań. Nie mogłem pozostać w Kościele,
który nie boi się Boga i zmienia jego przykazania. Miałem
problem: kochałem Boga i miałem dla niego cześć, ale od
dzieciństwa wpajano mi bardzo mocno, że należy modlić się
do Maryi i do innych świętych. Jednak bojaźń i miłość
do Boga zwyciężyły i przestałem się do nich modlić, a
modliłem się tylko do Ojca, Syna i Ducha Świętego. Teraz
z uśmiechem wspominam swoją ostatnią modlitwę do Maryi.
W skrócie brzmiało to mniej więcej tak: „Maryjo,
przepraszam Cię, ale już nie będę się więcej do Ciebie
modlił, bo Bóg mówi w swoich przykazaniach, że mi tego
robić nie wolno”. W ten sposób „obskoczyłem” wszystkich świętych, do których się przedtem modliłem i
to była moja ostatnia katolicka modlitwa. Patrząc na to
teraz, śmieję się serdecznie, gdyż widzę, że zachowałem
się jak dziecko, ale i cieszy mnie to, że tak postąpiłem,
ponieważ nasz Pan, Jezus Chrystus, powiedział:
„Zaprawdę powiadam wam, ktokolwiek by nie przyjął
Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego"
(Mk 10,15). Jest to dla mnie swego rodzaju zapewnienie, że
przyjąłem Go jak dziecko i że do Niego należę.
NIE możesz
być w moim życiu pierwsza
Po
moim nawróceniu do Boga zacząłem szukać Kościoła,w którym
by wierzono jak ja. Po przyjrzeniu się kilku Kościołom,
które uważały wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego,
jak również to, że człowiek musi się na nowo narodzić
za podstawę naszego zbawienia, wybrałem Kościół
Zielonoświątkowy. Przyjąłem chrzest wodny przez zanurzenie
i później Jezus ochrzcił mnie Duchem Świętym i
wraz ze chrztem przemówiłem nowymi językami. Gdy zostałem
świadomym chrześcijaninem, moja żona, pomimo, że była
katoliczką tylko z nazwy, zaczęła się buntować. W dniu,
w którym miałem przyjąć chrzest, postawiła mi
ultimatum: „Albo ja, albo ten Twój kościół”.
Odpowiedziałem jej na to: „Krysiu, Ty wiesz, że Cię
kocham, ale
Skarbie, kocham również Boga. Pomyśl tylko ile lat
możemy razem przeżyć
- 50, no może 70, lecz potem jest śmierć
i wieczność. I Ty mi każesz wybierać pomiędzy życiem z
Tobą i wiecznością w piekle, lub wiecznością z Jezusem
w niebie. Mimo, że Cię kocham, nie możesz być w
moim życiu pierwsza, ani ja nie chcę być pierwszy w
Twoim życiu. Pierwszeństwo należy się Bogu, a ja dla
Ciebie, jak i Ty dla mnie, musimy być na drugim miejscu, a
nasze dzieci na trzecim. To zbyt wysoka stawka, abym postawił
Ciebie w moim życiu na pierwszym miejscu”. I
z tym poszedłem do zboru i przyjąłem chrzest. Następne
dwa lata były dla
mnie latami próby. Kiedy wracałem w
niedzielę z nabożeństwa i przychodziłem pełen radości,
moja żona wściekała
się, przeklinała i często garnki dosta- wały
niezwykłej mocy i fruwały w powietrzu. W tym okresie
moim pocieszeniem były słowa wypowiedziane przez
naszego Pana Jezusa: „Kto miłuje ojca albo matkę
bardziej niż mnie,
nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo
córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. I kto
nie bierze krzyża
swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien"
(Mt 10,37-38). Kiedy nieraz wieczorem leżałem w łóżku z żoną i ja
czytałem Biblię, a ona coś innego, mówiłem do mojej Krysi: „ZOBACZ,
KOŚCIÓŁ NAUCZA TAK I TAK, A PATRZ CO MÓWI BIBLIA”
i dawałem jej do przeczytania jeden lub dwa wersety z Biblii a potem
zabierałem Biblię i czytałem dalej. Nie miałem pojęcia, że to Bóg
używał mnie w ten sposób, aby mogła zostać zbawiona moja żona. Była to
Boża metoda, żeby ją zainteresować, gdyż, jako osoba inteligentna,
rozmyślała nad tymi wersetami i zainteresowało ją tą na tyle, że sama
zaczęła czytać Biblię. Po około dwóch latach oddała swe życie Jezusowi
i przyjęła chrzest. Później została ochrzczona Duchem Świętym i teraz
razem służymy naszemu Bogu. Udzielamy się też w życiu naszego zboru w
Adelajdzie, a jest to największy zbór w Australii. Wcześniej, gdy
miałem więcej czasu, należałem do grupy zborowej, która zajmowała
się modlitwą nad chorymi, jak również nad tymi, którzy przez swe
pomyłki wpadli w ręce szatana i jego demonów. Obecnie moja żona jest
liderką grupy domowej, a ja, kiedy mi tylko czas na to pozwala
(prowadzę swój własny biznes), pomagam jej w tym, jak również modlę się
nad ludźmi. Dziękuję Bogu i oddaję Mu chwałę za to, że pomimo iż
byłem Jego wrogiem i wyparłem się Go w mojej młodości, On jednak dbał o
mnie i nadal prowadzi mnie, jak również mą żonę i dwóch synów...
Bogdan Kossakowski